Latest Posts






Zawsze coś się kończy, dziś kończy się 2016 rok, rok małpy (chiński horoskop). Jako wykształcony obywatel świata nie powinien wierzyć w takie szamańskie dziwy, ale jakoś czasem wierze :P

"Małpa symbolizuje w chińskim zodiaku nieokiełznaną ciekawość świata oraz kreatywną energię. Jest znakiem wszelkiej maści poszukiwaczy i odkrywców – pionierów szukających nowych dróg rozwoju. Jej umysł jest wyjątkowo rewolucyjny, a przy tym charakteryzuje się niezwykłą inteligencją. Małpa może przejawiać geniusz, choć jest on często mylony ze zwyczajnym sprytem i przebiegłością.
Energia Małpy pojawia się zawsze tam, gdzie może ona sama o sobie decydować i ustanawiać własne prawa. Małpa nie lubi czuć się skrępowana. Uwielbia za to tworzyć nowe możliwości, jest kreatorką światów, choć często jedynie we własnym umyśle. Największym wrogiem Małpy jest nuda, więc w tym roku nie ma co liczyć na brak wydarzeń."

Wiem, że każdy horoskop można podpasywać pod siebie ale ten jest jak biografia tego co się działo. Nie wiem jak było u was, ale ja stałem się Bogiem i stworzyłem w umyśle świat, ten wyłącznie mój :P

Więc zaufam w tym roku horoskopowi i zbliżającemu się z każdym wystrzałem fajerwerków  - roku koguta :D
"..., lecz powinniśmy pamiętać, by nie działać w pojedynkę. "
Te słowo wycinam i biorę sobie prosto do serca :D


Szczęśliwego i ... kolorowego 2017 :D 





Wiecie już, że każdy z nas może być kim zechce, wystarczy wsadzić w coś czas, serce i nieco wysiłku. Jestem osobą która lubi spełniać założone cele. Dane słowo dotrzymuję zawszę. Postanowiłem kilka miesięcy temu, że zostanę modelem. I oto dziś przedstawiam wam wynik mojej pracy. Może nie jest to szczyt kariery Fashion w Paryżu, jednak dla mnie jest to dużo, ale to dużo więcej. 


















Zachęcam do zapoznania się ze stroną kolekcji TWIN

którą można nabyć tutaj:
SKLEP

Tak na koniec jeszcze filmik promocyjny, ponieważ same zdjęcia w XXI wieku to za mało :P 


Miewacie czasem ciekawe pomysły, które chowacie w kąt do piwnicy lub na dno szafy ?? Wasza szafa czy piwnica ma w dupie te pomysły i ich nie potrzebuje. Szafy żyją swoim życiem z ukochanymi ubraniami, piwnice zaś spokojnie z rowerami i innymi gratami spędzają swe dni. Pomysły są wasze, więc wy powinniście z nich skorzystać nie oddając ich martwym rzeczą. Osobiście piwnicy nie posiadam, szafę mam na tyle małą, że ledwo co mieszczą się w niej moje ubrania, więc ze zrodzonymi pomysłami muszę coś robić. Co najlepiej robić z pomysłami ... realizować.
Chcąc lepiej nauczyć się jeździć na rolkach, zrobić coś szalonego i spędzić sportowo weekend postanowiłem sprawdzić swoje umiejętności, nabyte w przeciągu dwóch miesięcy, i wybrać się na rolkach z Poznania do Warszawy. Pomysł był tak szalony, że nie będę ukrywał, iż chciałem wcisnąć go pod łóżko, ponieważ w szafie nie było już miejsca. Jednak pewnego dnia powiedziałem o tym pomyśle Kubie (dodam, iż nie jest to żaden z moich wyimaginowanych kolegów). Powiedział mi, że jedziemy i już wiedziałem odwrotu nie ma, robimy to! Ustaliśmy dogodny weekend i liczyłem tylko, że nie będzie padać.
Los najwidoczniej chciał nas sprawdzić 3 dni w piekle ... temperatura powyżej 30 stopni. Ten piękny, czarny, rozgrzany asfalt, do którego przyklejały się nasze kółeczka był czymś co chcieliśmy by trwało przez wieki. Jeśli zastanawia was czemu, już odpowiadam ponieważ dla rolkarza lepszy asfalt niż asfaltu brak. Choć i okres bezdroża nie potrafił nas zatrzymać, ponieważ  mieliśmy dobrą zabawę i obrany stołeczny cel. Zdarzało się jednak napotkać "asfalt", który poprawniej było by określić kupą dziur i wybojów, który nie był miły dla 8 centymetrowych kółeczek.

Każde odepchnięcie zbliżało nas do upragnionego celu. Jednak ciążące plecaki nie dawały chwili ukojenia naszym nogą, plecom i wszystkim mięśniom naszych ciał. Zmęczenie było ogromne, ale wiedzieliśmy na co się piszemy.  Mieliśmy możliwość jazdy nocą, bocznymi drogami pod milionami gwiazd, uwierzcie że taki widok zostaje na wieki. Night skating w Poznaniu przy naszym night stars skatingu był niczym węgiel przy diamencie, niby to samo a różnica widoczna gołym okiem.
Drugiego dnia podróży dostaliśmy od losu znów potężnego kopa w twarz. Próba jazdy po krajowej 92 bez pobocza była walką o własne życie z odskakiwaniem na trawnik gdy z naprzeciwka pojawiał się samochód. Sam nie wiem czemu ale szybko z tej drogi zrezygnowaliśmy i wybraliśmy boczne drogi często bez asfaltu. Sprawiło to, że czas przybycia do Konina przeciągnął się o kilka ładnych godzin. Już wiedzieliśmy, że Warszawa w weekend jest nieosiągalna. Jednak szybka zmiana planów ... jedziemy nad jezioro. Udało się zmoczyć dupę, nabrać nieco kolorytu na ciałku i wypocząć przed dalszą częścią podróży. 
Ustalone cele trzeba jednak realizować, choć czasem należy dopomóc sobie w inny sposób, u nas był nim intercity. Sprawiło to, że udało się pośmigać na roleczkach przed komunistyczną spuścizną dla naszego narodu, oraz poznać stolicę z nieco innej perspektywy. Jestem dumny z częściowej realizacji planu oraz z faktu, że udało nam się zrobić coś na co mało kto by się pisał.



Cele są w życiu bardzo ważne i potrzebne rodzą się z kreatywności, ciekawości i chęci. Jeśli zmotywujemy się do ich realizacji powstanie coś więcej - powstanie wspomnienie. Powstały twór przetrwa wieki i będzie czymś czego nikt nigdy wam nie zabierze. To właśnie dla tych wspomnień warto podjąć próbę i realizować te wszystkie pomysły poupychane po kątach, wciśnięte w szafach czy leżące w zakurzonych piwnicach. Pamiętajmy, że "Nawet stumilowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku."


Reacja Kuby znajduje się tutaj:
tekst alternatywny
Nirwana - termin używany w religii i filozofii indyjskiej. W buddyzmie jest to wyjście z sansary, cyklu narodzin i śmierci. Osiągnięcie nirwany powoduje uwolnienie się od cierpienia, którego źródłem jest niewiedza. Jest to wyzwolenie się od wszelkich ziemskich pragnień, stan czystej doskonałości. Można śmiało powiedzieć, że osiągnięcie nirwany jest czymś niewyobrażalnie pięknym. Czym dokładnie to musicie już sami poczytać u źródeł nie mam zamiaru robić wam wykładu.   
Dla większości z nas jest to coś co nie istnieje, ponieważ według nich doskonałości nie ma. Jest to bardzo smutne stwierdzenie, ponieważ nawet wiara w taki stan zaniknęła. Jednak chciałbym wam dać iskierkę nadziei. Taki stan istnieje i możecie do tego dążyć i nielicznym uda się osiągnąć oświecenie dochodząc do nirwany.
Co jeśli powiedział bym wam, że jestem na dobrej drodze realizacji ścieżek do osiągnięcia nirwany ?? Zapewne pomyślicie, że jestem, szalonym narcyzem, któremu mocno coś jebło na dekiel. Może tak może nie. Ci co mnie znają wiedzą jaki jestem. Wiecznie szczęśliwy, nieistotne co robię, gdzie jestem i z kim jestem. Nie potrzebuje niczego od życia. Potrafię cieszyć się dowolnymi rzeczami i czynnościami jakie akurat są wokół mnie. Podobno jestem pomocną osobą, która chce zmienić świat i na wszelkie zło odpłacić dobrem. Nie czuję nienawiści ... do nikogo. Potrafię szaleć jak świr i wyciszyć się spoglądając w własną duszę. Nirwana dla mnie ma dodatkowo jeszcze jeden - inny stan. Mianowicie samoczynne wywoływanie stanu euforii, ekstazy, czy podniecenia. Nie jestem związany z religiami dharmicznymi  jak i z żadnymi innymi i nie chce zmieniać znaczenia nirwany więc nazwijmy to do czego dążę nirwaną Norberta.
Kiedyś potrzebowałem narkotyków, aby osiągnąć taki efekt. Dziś posiadłem taki poziom, że potrafię być naćpanym 24 godziny na dobę nie używając żadnych środków odurzających. Na potwierdzenie przytoczę słowa znajomego, podczas jednej z imprez w klubie: "Ziomek oni myślą, że jesteś najbardziej naćpany, na tej imprezie." Powodem był zapewne mój jakże szalony "taniec". Jednak jedyną substancją odurzającą jaką zastosowałem kilka godzin wcześniej to jedno somersby. Podobno ma takiego kopa, że ludzie wstają z grobów :P
Kolejna ciekawa historia zdarzyła się parę dni temu. Wypiłem dwa piwa w pubie na mieście następnie zmierzałem ze znajomymi do jednego z klubów w Poznaniu. Koledzy, z którymi wyruszyłem, byli już nieźle dziabnięci :D Jednak ochroniarz popatrzył na mnie. I powiedział: "Pan nie wejdzie" zapytałem grzecznie dlaczego "Bo jest Pan za bardzo najebany" :D Ubaw miałem wtedy nieziemski, ale cóż zdarza się, że trzeźwy może być najbardziej najebany :P To taki mój stan nirwany. Oczywiście w dyskusję z ochroniarzem nie wchodziłem bo nie miało to najmniejszego sensu i było by stratą mojego czasu :)


Czy ktoś z Was chciał kiedyś złapać złotą rybkę by spełniła jego 3 życzenia ?? Osobiście mogę śmiało powiedzieć, że chciałem. Ilość życzeń z czasem udało mi się zredukować tylko do jednego. Było nim nic innego jak bycie wiecznie szczęśliwym, powód takiego życzenia jest prosty. Mianowicie będąc zawsze szczękliwym nie potrzeba Ci NICZEGO więcej. Dziś nie muszę czekać na moją złotą rybkę, sam spełniam swoje życzenie. Jeśli i wy mieli byście takie życzenie jak ja spróbujcie podążać podobną ścieżką i sami je spełniajcie nie czekając aż ktoś zrobi to za was. Ponieważ to nigdy nie nastąpi.

Rower dla niektórych to świętość. Kochają wyprawy, wycieczki i tripy, nie wyobrażają sobie dnia bez niego. Zima dla takich osób jest zapewne smutniejszym okresem w życiu, z powodu trudności poruszania się rowerem po śniegu :D Mógłbym zacytować słowa znajomej jest to takie "rowerowe love" dla tych osób.








Osobiście absolutnie nie jestem taką osobą. Wole określenie niedzielnego rowerzysty, który w ostatnich latach zrobił tylko kilka wycieczek maksymalnie po 50 km. Nie fascynuje mnie on aż tak mocno bym zakochał się w nim i nie mógł bez niego żyć :)
Jednak czasem nachodzą mnie dziwne, pozytywne i szalone pomysły. Przygoda, aby pojechać z Poznania do Torunia ... rowerem wpadł mi do głowy w sobotę o godzinie 4 rano, gdy akurat wracałem z nocnego spaceru po mieście (spaceru nie baletowania) :P W domu położyłem się na 4 godziny, aby nabrać sił, energii i pozytywnego nastawienia. Około godziny 8 wstałem przyszykowałem rower, kilka rzeczy, które mogą się przydać i wyszedłem z domu :D
W podróż z premedytacją nie wziąłem dętki, pompki, kluczy, mogę bez ogródek powiedzieć nie miąłem niczego do roweru. Nie myślałem jak uda mi się wrócić, gdzie będę spał i czy złapie mnie deszcz. Dla mnie to była przygoda, więc nieważne co się przytrafi będzie wesoło i na bieżąco będę myślał jak temu przeciwdziałać - jestem przecie inżynier :-)
Zrobiłem przystanek w planowanym Gnieźnie na śniadanie i szybkie zwiedzanie :P Kolejnym przystankiem był Toruń. Tam również zwiedzenie rynku i to co kocham najbardziej czyli kolacja z dużym deserem oczywiście :D Najedzony mogłem udać się na pociąg, najpierw do Inowrocławia. Tam chwila czekania na kolejny i liczyłem na to, że uda mi się wejść z rowerem bo w kasie nie było już biletów na rowery. Całe szczęście udało się. Inaczej moja wyprawa miała by kolejny punkt - nocny powrót na rowerze 120 km lub czekanie do rana. Zapewne wiecie co bym wybrał :D


            Jeśli pojawiają wam się w głowach pomysły to je realizujcie tu i teraz. Inaczej zabijecie je i nigdy możecie już tego nie wykonać :( Możliwe, że rzucanie się na wyprawę 170 km rowerem bez przygotowania nie jest najlepszym pomysłem, i zapewne dostanę słowa, że "pojebało w głowę". Jednak chciałem spełnić marzenie, które pojawiło się kilka godzin wcześniej. Bo życie jest jak pętla pomysł, marzenie, realizacja :) Ja zapętliłem się w tym jak pętla while(true) :D